Mądrzy ludziska kontynuacja

I pognała woły, a chłop pomyślał: „No, jeśli ta babina przyniesie pieniądze, to moja żona ma szczęście, nie dostanie cięgów.”
Po chwili nadbiegła wieśniaczka, przyniosła pieniądze i sama wetknęła mu je do kieszeni. Przed odejściem raz jeszcze podziękowała mu za przysługę.
Gdy kobieta wróciła do domu, zastała tam syna, który właśnie wrócił z pola. Opowiedziała mu o dziwnych rzeczach, jakich się dowiedziała, dodając na zakończenie:
– Cieszę się, że trafiła się taka okazja i mogłam posłać coś mojemu biednemu mężowi. Kto by pomyślał, że w niebie będzie mu czego brakować!
Syn zaś zdziwił się wielce:


– Matko – rzekł – takiego, co z nieba spadł, nie co dzień się spotyka. Muszę go dogonić i dowiedzieć się, jak tam w niebie wygląda i jak tam jest z pracą.
Szybko osiodłał konia i wyjechał na gościniec. Po pewnym czasie spotkał naszego chłopa, który właśnie zabierał się do liczenia pieniędzy otrzymanych od babiny.
– Hejże – zawołał nań młodzieniec. – Nie widzieliście tu tego, co spadł z nieba?
– Owszem – odparł chłop. – Pobiegł właśnie z powrotem. Tu, przez tę górę, bo mu stamtąd bliżej. Możecie go jeszcze dogonić, jeśli szybko pojedziecie.
– Ach – rzekł młodzieniec. – Zmęczony jestem bardzo całodzienną pracą, a wy znacie tego człowieka: może byście zechcieli siąść na mego konia, dogonić go i nakłonić, aby tu powrócił!
– Acha – pomyślał chłop. – To znowu jeden z tych, którym brak oleju w głowie!
I rzekł do młodzieńca:
– Chętnie wyświadczę wam tę przysługę.
Po czym siadł na konia i ruszył galopem. Młodzieniec zaś czekał nań do wieczora, a gdy chłop nie wracał, pomyślał: „Pewnie ten nieboszczyk śpieszył się bardzo, a chłop dał mu mego konia dla ojca.”
Wrócił więc do domu i opowiedział matce, że posłał ojcu konia do nieba, żeby nie musiał wszędzie chodzić piechotą.
– Dobrześ uczynił, synu – rzekła chłopka. – Masz młode nogi, możesz sobie pobiegać.
Kiedy chłop wrócił do domu, przywiązał konia obok pozostawionej w zastaw krowy, poszedł do żony i rzekł:
– Kasiu, masz szczęście: spotkałem aż dwoje ludzi, którzy są jeszcze głupsi od ciebie, tym razem więc unikniesz razów. Zachowam je na inną okazję.
Potem zapalił fajkę i siadł na pradziadowskim fotelu mówiąc:
– Za dwie chude krowy dobrego konia i spory woreczek złota to wcale niezły interes. Jeżeli głupota zawsze tak popłaca, gotów jestem zacząć ją szanować.
Tak myślał chłop, ale ty pewnie bardziej lubisz naiwnych prostaczków.



